Nowohucki alfabet - perspektywy

Wersja opisowa

I. Stąd – hasła zgłoszone przez mieszkańców Huty (samodzielnie lub jako uzupełnienie poprzedniej edycji leksykonu)

Chodzić do Mogiły/Mogiła czyli …Cystersi Mogilscy„pójść do Mogiły”, „mieć ślub w Mogile”, „Ojcowie z Mogiły” – wyrażenia takie stosowane są głównie w Hucie, lecz Opactwo w Mogile to również znak rozpoznawczy dzielnicy, jeśli chodzi o spojrzenie na nią „z zewnątrz”.

Zakonnicy mieszkający i modlący się właściwie u stóp mogiły legendarnej księżniczki Wandy, od XIII wieku nieprzerwanie pełnią posługę duszpasterską i nie tylko. Zakon Cystersów był znany zarówno wśród duchownych jak i osób świeckich. W ciągu wieków przyczynili się do rozwoju przemysłu i kultury rolnej. Byli także inspiratorami rozwoju nauki i sztuki. Zanim jeszcze wybudowano Kombinat, hutnictwem zajmowali się właśnie mogilscy cystersi. W Mogile funkcjonowała przez jakiś czas huta miedzi. Z innych zakładów przemysłowych była też papiernia, oraz młyny i folusz czyli specjalne urządzenie do spilśniania wełny, nie mówiąc o ogrodach i sadach. Na terenie Łęgu w okresie średniowiecza rozciągała się klasztorna winnica, a w Czyżynach las przynależący do klasztoru.

Cystersi mogilscy posiadali swoje seminarium przy Akademii Krakowskiej – Studium Partykularne w Mogile i Collegium Provinciale, po ukończeniu którego  absolwent otrzymywał tytuł doktora, na tych samych warunkach, jak w Akademii Krakowskiej. Można by rzec, że w Mogile mieścił się więc Uniwersytet Cystersów.

Poza tym z mogilskimi Cystersami związany jest karp mogilski. Na obszarze obecnych Suchych Stawów, do początków budowy Nowej Huty, istniały  klasztorne stawy rybne. Cystersi hodowali tam między innymi specjalny gatunek karpia, który gościł na królewskich stołach. Inne stawy hodowlane znajdowały się w rejonie dzisiejszego NCK i osiedla Na Skarpie. Suche Stawy to obecnie kompleks obiektów sportowych KS Hutnik i Com Com Zone.

Patrz również hasło „Krzyże nowohuckie i mogilskie”.

Ciak/hak – nowohucka nazwa złotówki, używana za czasów, kiedy taka złotówka miała jeszcze realną wartość i można było za nią kupić np. butelkę oranżady, gazetę codzienną lub dwie rolki dropsów czyli na przełomie lat 60. i 70. Mówienie w ten sposób o pieniądzu stanowiło raczej domenę dzieciaków i młodzieży, zasięg był „ogólnohucki”, ale podzielony na podwórkowe bandy traktujące się prawie jakby były rodzinami. W klasach szkół średniej używanie takiego określenia uchodziło za „obciach”, czyli coś, co absolutnie nie było odpowiednie dla młodzieży…

Cuda – niewidy – mimo, że w zamyśle robotniczo-chłopska i bardzo konkretna, Huta z czasem przesiąkła artystyczną i metafizyczną atmosferą niesioną przez mieszającą się społeczność napływającą do niej. I może z tego twórczego fermentu rozpoczęły się opowieści o nowohuckich cudach. Wszak nie mamy tu na myśli tych potwierdzonych przez np. Kościół, tylko bardziej te, o których do dziś mówi się półgłosem z pewnym niedowierzaniem…

  • „Matka Boska Czyżyńska” – zarys jej nieco zamazanego wizerunku objawił się skromnie na oknie nad  zsypem w bloku z wielkiej płyty, tuż koło pawilonów na II Pułku Lotniczego, w marcu 1995 roku. Niektórzy twierdzili, że zjawisko było związane z kapryśną tamtej wiosny pogodą, czy myciem okien w bloku, które przeprowadziła spółdzielnia „Czyżyny”. Inni jednak widzieli w tym cud i żarliwie modlili się w miejscu „objawienia” sprawiając, że przez kilka tygodni czyżyński bruk był odwiedzany przez tłumy równie liczne jak te udające się na Wawel czy do Sukiennic. Plotka głosi, że szyba znajduje się w posiadaniu parafii na os. Dywizjonu 303, lecz szczegółów nie znamy.
  • Nowohuckie duchy – może to zaskakujące, ale roi się od nich w opowieściach z nowszych i starszych czasów! Wystarczy wspomnieć legendarne dziwy z Mogiły takie jak podarowane własne włosy przez czekającą na powrót brata z wojny siostrę, które przyrosły do głowy Pana Jezusa (patrz też hasło: „Krzyże nowohuckie i mogilskie”), czy też chciwego i okrutnego szafarza klasztoru, który koniec końców zamienił się w wieprza… Z kolei w Krzesławicach stała ponoć żydowska karczma, w której pomocnikiem karczmarza był sam diabeł podstępem doprowadzający gości do upadku i nawet samobójstw. Wspomnieć też koniecznie należy czarnego konia z Krzesławic (ponoć zamienił się w niego saraceński czarnoksiężnik), płonące widmo z Łuczanowic, zjawę bladego wisielca – rosyjskiego szpiega pojawiającego się w Forcie Grębałów oraz dwóch lotników z 2. pułku lotniczego, którzy, rozbiwszy się swoją maszyną na pasie startowym w czasach międzywojennych, nie przejęli się tym nadmiernie i nadal pojawiali się w wyjątkowo cielesnych postaciach jeszcze długo po wypadku. Ponoć istnieją też zjawy i klątwy dotyczące bezpośrednio czasów budowy Kombinatu i dzielnicy – po dziś pojawiają się upiorne psy pilnujące swoich już nieistniejących gospodarstw, zaś nad niezebranym zbożem załamują ręce duchy chłopów, którym odebrano ziemię w przeddzień żniw…
  • Ufo – ponoć w latach 2015 i 2016 Nowa Huta przyciągała również pozaziemskie cywilizacje. Kiedyś latający spodek wylądował na os. Kolorowym, zaś istoty nim podróżujące miały spotkanie czwartego stopnia z nowohuckim … psem, innym razem latający trójkąt pojawił się między tymże osiedlem, a pl. Centralnym, kiedy indziej z kolei kosmici widziani byli niedaleko, bo w okolicy Czulic. Takie i inne rewelacje, między innymi o tym, że w okolicach Nowej Huty osiedli reptylianie (czyli zmiennokształtne gady chcące opanować gatunek ludzki), podczas rozmów na YouTube prezentuje Sławomir Piwowarczyk. Książkę „UFO nad Nową Hutą” napisała z kolei nowohucianka, Danuta Kuriańska. Jednak siły nadprzyrodzone stanowią w niej tylko pretekst do opisania nostalgicznego i osiedlowego charakteru tej części Krakowa. I chociaż w Nowej Hucie nie ma jeszcze rzeźby UFO jako takiej, istnieje jednak instalacja, która nawiązuje do podboju kosmosu. Patrz hasło „Mała architektura dekoracyjna” → „Spirala kosmiczna”.

Elementy dekoracyjne kościołów /SAKRALIA – ważne nie tylko dla wierzących, ale jako element identyfikacji kulturowej nowohucian i kultury materialnej dzielnic. Do projektu zgłoszone zostały:

  • Carillon – karylion składa się z 8 dzwonów, z których każdy ma swoje imię, które przypomina konkretną osobę,  mocno zaangażowaną w budowę kościoła. Dzwony zostały nazwane na cześć Karola (Wojtyły) , Józefa (Gorzelanego), Brunona (Gryksy) , Lonny’ego (Glasera), Stanisława (Bieli), Wojciecha (Pietrzyka), Jana (Norka) i Antoniego (Pietraszka). Dzwony, umieszczone są na specjalnej belce na zewnątrz kościoła Arka Pana, są darem holenderskich katolików. Zostały odlane w 1975 r. przez holenderską królewską ludwisarnię Royal Bell Foundry Petit & Fritsen z Aarle-Rixtel, a zawieszone jesienią 1976 r. Niestrudzenie pełnią swoją powinność wygrywając co godzinę melodie kościelnych pieśni, odpowiednich dla danego roku liturgicznego oraz witając i żegnając swych parafian.
  • Złota łza –  dekoracja twarzy Chrystusa z krucyfiksu znajdującego się na głównym ołtarzu  kościoła parafialnego pw. św. Maksymiliana  na osiedlu Tysiąclecia. Umieszczona na policzku Chrystusa na prośbę ks. Kazimierza Jancarza.

Hutas –  w zależności od kontekstu wyrażenie pozytywne lub negatywne, określające mieszkańca lub osobę związaną z Nową Hutą. Używane pogardliwie przez mieszkańców innych dzielnic oraz mieszkańców Huty nie do końca identyfikujących się z krajobrazem kulturowym dzielnicy od lat 70 do dziś. Kojarzone z „podarkiem Stalina”, czyli wybudowaniem Huty jako przeciwwagi intelektualnego Krakowa… Można było usłyszeć, że „ktoś zachowuje się jak hutas”, kiedy jego standardy zachowania odbiegały od ogólnie przyjętych w tym kontekście była to obraza. Od początku XXI wieku widoczne jest zanikanie tego stygmatyzowania, na co wpływ mają zachodzące w Hucie zmiany kulturowe oraz migracje mieszkańców krakowskich dzielnic. Ze względu na zieleń, przestrzeń i warunki wielu rdzennych „krakusów” wybiera obecnie do życia właśnie Nową Hutę, zaś młodzież z Huty osiedla się w innych częściach Grodu Kraka. 

W znaczeniu pozytywnym określenie „hutas” zostało wylansowane ponad 10 lat temu na antenie TVP przez założoną w 1996 roku krakowską kabaretową Formację Chatelet. W takim znaczeniu ma na celu dookreślenie osoby mocno związanej z Nową Hutą, identyfikującej się z tym miejscem i jego historią oraz kulturą. Wyrażenie stosowane w niektórych lokalnych środowiskach w Hucie (m. in. Klub 1949, Kombinator czy grupa Magistrat Nowohucki) jako zamiennik „nowohucianina”. Warto wspomnieć, że Formacja Chatelet jest twórcą projektu muzycznego Nowa Huta Gangsta, utrzymanego w konwencji muzyki hip-hop, elektro i industrial, realizowanego już w XXI wieku oraz wielu innych inicjatyw mających za zadanie promowanie Huty i obalanie stereotypów, które do niej przylgnęły.  Patrz też hasła „Stereotyp” i „Kultura… o Nowej Hucie”.

Hutorejs – całodzienny lub przynajmniej wielogodzinny maraton pieszy lub rowerowy po Nowej Hucie w celu załatwienia codziennych spraw. Powiedzenie stosowane przez mieszkańców praktycznie wszystkich dzielnic nowohuckich, o pozytywnej konotacji – faktycznie, na terenie Huty można załatwić praktycznie wszystkie sprawy urzędowe i bytowe!

Jechać na forty – powiązane częściowo z hasłem rokada. Jednak w tym wypadku chodziło o specyficzną wyprawę, pełną niebezpieczeństw i gry wyobraźni. Otóż tak wycieczkę do mistrzejowickich fortów w celu odszukania karabinowych łusek i czubków pocisków nazywały już w latach 70. XX w i nadal nazywają dzieciaki z Mistrzejowic i Wzgórz Krzesławickich. Obecnie wyrażenie stosowane bardziej jako nazwa wyprawy krajoznawczej, czy – co zdarza się coraz rzadziej – w celu rozpalenia „dzikiego” ogniska. Natomiast w latach w latach ’70. wyprawami tymi kierowała nie tylko ciekawość, czy chęć rozrywki, ale również zapędy kolekcjonerskie. Moda na „militarne gadżety” powodowała, że obsadka z naboju nasadzana na krótki ołówek była na wagę złota, zaś na szkolnych korytarzach kwitł handel wymienny znaleziskami.

Nowohuckie forty – przez niektórych pieszczotliwie zwane „połówkami” i „ćwiartkami” – powstały jako części Twierdzy Kraków.

Krzyże nowohuckie i mogilskie – krucyfiksy stanowią znak tego, co ważne dla wierzących nowohucian oraz pamiątkę meandrów historii dzielnic. Warto wymienić chociaż niektóre, na tyle ważne i specyficzne, iż zgłoszone przez uczestników projektu:

  • Cudowny Krucyfiks Mogilski – miejscem otaczanym szczególną czcią w Opactwie Cystersów jest kaplica z Cudownym Krucyfiksem. Jak głosi podanie, Pan Jezus Mogilski został wyłowiony z Wisły przez pobożnego kowala w jeden z Wielkich Piątków w XIII stuleciu. Przyniesiony został do klasztoru i umieszczony w kościelnym prezbiterium. Od razu zyskał sławę cudowności: już w 1246 r. biskup krakowski Prandota miał dzięki Niemu cudownie odzyskać zdrowie. W 1258 r. klasztorne kroniki przekazują wieść o cudownym przywróceniu do życia właśnie za sprawą Pana Jezusa Mogilskiego dziecka, które nieszczęśliwie wpadło do studni. Niestety ten najstarszy krucyfiks nie zachował się do dziś dnia. Krzyż z wizerunkiem Pana Jezusa Łaskawego, do którego modlą się parafianie i goście współcześnie, pochodzi z połowy XIV wieku i został ufundowany przez króla Kazimierza Wielkiego, który rozbudował opactwo. O żywych, rosnących włosach figury Pana Jezusa mówi jedna z legend nowohuckich – patrz również hasło „Cuda – niewidy”.
  • Hutnicze krzyże nagrobne – przez lata „na Kombinacie” robotnicy wykonywali dla swoich kolegów z wydziału, którzy odeszli, oryginalne krzyże nagrobne.  Zwykle spawano je z kawałków rurek, prętów zbrojeniowych, kulek od łożysk oraz kawałków blachy. Taką konstrukcję malowano na dwa kolory: czarny był trzon i ramiona krzyża oraz szare  dodatkowe elementy np. umbrelka nad figurą Chrystusa. Krzyż taki umieszczano na mogile po spuszczeniu do niej trumny i zasypaniu. Krzyże te widuje się jeszcze na starym cmentarzu w Mogile i na cmentarzu w Grębałowie. Od zezłomowania wiele z nich uratował proboszcz z kościoła w Górce Kościelnickiej, ks. Józef Hojnowski, gdzie utworzyła się z nich niezwykle oryginalna droga pełna krzyży, przez niektórych nazywana kościelnicką Golgotą. 
  • Krzyż-kotwica – znajduje się na zewnątrz Arki Pana czyli kościoła parafialnego pw. Matki Bożej Królowej Polski w Bieńczycach. Jest on podwieszony pod dachem – kadłubem łodzi. W szerokie ciemne ramiona kotwicy wkomponowany jest brązowy krzyż – to pozostałość po uszkodzonym krzyżu, o który była walka w 1960 r., a który został wymieniony na nowy w dniu 1 maja 1972 r. Podobno fragmenty tego pierwotnego nowohuckiego krzyża Karol Wojtyła miał zabrać ze sobą do Watykanu po tym, jak został wybrany w 1978 r. na papieża. W krzyż wmontowano fragmenty katafalku, na którym stała trumna z ciałem księdza Popiełuszki.
  • Nowohucki krzyż – drewniany krzyż Komitetu Budowy Kościoła umieszczony 17 marca 1957 r. na  skrzyżowaniu ulic Marksa i Majakowskiego, na dzisiejszym osiedlu Teatralnym, w miejscu przeznaczonym pod budowę pierwszego kościoła w Nowej Hucie. Wydany jednak przez władzę zakaz budowy świątyni doprowadził do konfliktu ze społeczeństwem, co w 27 kwietnia 1960 r. doprowadziło do rozruchu, a następnie walk. Pierwotnie drewniany, został  wymieniony na metalowy, następnie znów na drewniany. Oryginalny (pierwszy drewniany) został przytwierdzony do kotwicy Kościoła Arki Pana (od strony ołtarza polowego). Wybudowana w tym miejscu „Tysiąclatka” – Szkoła Podstawowa nr 87 – do tej pory nazywana jest Szkołą Pod Krzyżem. O tym krzyżu można przeczytać również w ubiegłorocznym leksykonie.
  • Papieskie krzyże – związane z pielgrzymkami do Polski papieża Jana Pawła II. Jeden, wiszący podczas pielgrzymki w 2002 roku w zakrystii papieskiego ołtarza ustawionego na krakowskich Błoniach, znajduje się w kościele Serca Jezusowego na osiedlu Teatralnym. Kilka lat temu dodano do niego rzeźbę przedstawiającą mieszkańców Huty pielgrzymujących do krzyża. Drugi krzyż związany jest z papieską pielgrzymką  z 1997 roku i znajduje się przed kościołem Matki Bożej Pocieszenia na ulicy Bulwarowej 15 a, nieopodal dworku Jana Matejki.
  • Żelazny krzyż Żałoby Narodowej – pochodzący z 1861 r., wykonany z czarnego żelaza. Znajduje się na Ołtarzu Ojczyzny, dokąd trafił z Warszawy i upamiętnia  patriotyczne demonstracje, które odbywały się w stolicy w rocznicę wybuchu powstania listopadowego. Wcześniej znajdował się w kościele Karmelitów na Piasku.

Mała architektura dekoracyjna – nowohucianie nie wyobrażają sobie swoich osiedli bez rzeźb i instalacji, które zdobią prawie cały obszar nowohuckich dzielnic. Bezdyskusyjne zasługi w propagowaniu sztuki oraz tworzeniu środowiska artystycznego w Nowej Hucie miała Spółdzielnia Mieszkaniowa „Hutnik”, która współpracowała z Zarządem Okręgu ZPAP oraz Stowarzyszeniem Twórczym „Nowa Huta” powstałym z inicjatywy Janusza Trzebiatowskiego w 1969 r. Efektem tej działalności były m.in.: pracownie i stypendia dla artystów, którzy zdecydowali się zamieszkać w Hucie, wystawy, katalogi oraz rzeźby, które miały zdobić osiedla i upowszechniać sztukę współczesną. Rzeźby w Nowej Hucie powstawały także w ramach innych inicjatyw, np. mieszkańców osiedli.  Niestety, nie przetrwała pamięć o wszystkich autorach, oryginalnych tytułach, ani datach powstania wszystkich prac, niektóre nazwy dzieł funkcjonują pod tytułami nadanymi przez mieszkańców osiedli. Warto wspomnieć, że w 2018 r., w ramach projektu objętego patronatem Europejskiego Roku Dziedzictwa Kulturowego, powstał szlak plenerowych rzeźb i instalacji nowohuckich. Poniżej zgłoszone w naszym projekcie przykłady rzeźb:

  • Akwarium (Ryba) – rzeźba z 1975 r.,  wykonana w wapieniu pińczowskim przez artystę Wiesława Bielaka. Znajduje się w  Park Ratuszowy, przestawia dwie płynące w różnych kierunkach ryby.
  • Delfin – pierwotnie był fontanną. Inicjatorami jej budowy byli mieszkańcy osiedla Górali – Edward Rybicki i Ryszard Wójcik.
  • Macierzyństwo – rzeźba z 1974 r., wykonana w wapieniu pińczowskim przez wspomnianego już Wiesława Bielaka. Ukazuje kobietę karmiącą piersią dziecko, mieści się na os. Piastów w pobliżu bloku numer 3 i przystanku autobusowego.
  • Spirala Kosmiczna – pochodząca z 1974 r., wykonana z metalu, zdobi skrzyżowanie ulic Wiślickiej i Srebrnych Orłów. Jest dziełem Antoniego Hajdeckiego, artysty znanego przede wszystkim jako autor Pomnika Czynu Zbrojnego Proletariatu Krakowa (1986) przy Alei Ignacego Daszyńskiego. Poniekąd „Spirala…” może być potraktowana jako nawiązanie do hasła „Cuda-niewidy” → „Ufo”.
  • Syrenka –  powstała w latach 1963-65. Jest jedną z niewielu znanych prac rzeźbiarki, aktorki i współzałożycielki Piwnicy pod Baranami – Magdaleny Jaroszyńskiej. Możemy ją podziwiać w parku Wiśniowy Sad.
  • Ślimak – rzeźba – mozaika wykonana z betonu w lata 60. XX , odnajdziemy ją w parku Wiśniowy Sad, tuż  obok placu zabaw. Rzeźba jest przykładem abstrakcji organicznej. Przez lata służyła nowohuckim dzieciakom jako prototyp ścianki wspinaczkowej, co z pewnością nie wypłynęło pozytywnie na jej konserwacje, ale za to na popularność – jak najbardziej!
  • Wzlot (Wznoszenie) – instalacja z 1977 r. , wykonana z metalowych rurek. Dzieło Stanisława Małka, które możemy podziwiać spacerując wokół Zalewu Nowohuckiego. Rzeźba mieści się przy skrzyżowaniu ul. Bulwarowej z al. Solidarności.
  • Zdobyta przestrzeń – metalowa rzeźba z 1973 r., wykonana z części rur, łańcuchów i fragmentów maszyn. Autorstwa związanego z Hutą Mariana Kruczka (patrz też hasło „Kultura w Nowej Hucie”)

Dużo więcej o nowohuckich rzeźbach i instalacjach można przeczytać w publikacji Moniki Kozioł „Szlak plenerowych rzeźb i instalacji nowohuckich”, którą można bezpłatnie pobrać ze strony https://okn.edu.pl/klub-kuznia/projekty-klub-kuznia/szlak-plenerowych-rzezb-i-instalacji-nowohuckich/

Mleczak – inna nazwa baru mlecznego. Bary mleczne  w Nowej Hucie to w ujęciu historycznym poniekąd symbol epoki PRL-u, ale i współcześnie nie lada turystyczna atrakcja! Stołowało się w nich i stołuje nadal wielu mieszkańców, bywają tu studenci i emeryci  a także „zapracowani” wpadający np. na szybką zupę czy ulubione ruskie pierogi  na „wynos i na miejscu”.  Wymienimy jedynie niektóre bary – nie tylko mleczne – zgłoszone przez uczestników: Centralny – odwiedzany licznie przez turystów, słynący z pierogów z serem, Północny, Bieńczyce, Szkolny; „Marten” na osiedlu Kolorowym, ,,Kopciuch”, którego prawidłowa nazwa brzmiała ,,Kopciuszek” na  os. Na Skarpie (to były „bary z wyszynkiem”),  ,,Pod Zegarem” na Centrum A (który miał część alkoholową i bezalkoholową)…

Nawiązując do „Mleczaków” należy wspomnieć Parową Mleczarnię Dóbr Łuczanowickich, założoną przez hrabiego Władysława Mycielskiego. Mleczarnia dostarczała swoje produkty do wielu lokali gastronomicznych w całym Krakowie, które śmiało możemy nazwać prototypami „barów mlecznych”. W lokalach tych, za symboliczne dwa centy, uczniowie i studenci mogli nabyć flaszkę mleka i dwie bułki kajzerki. Jako, że Łuczanowice od lat znajdują się w obrębie dzielnicy XVII Wzgórza Krzesławickie, zaś mleczarnia i lokale to z kolei historia z początku XX wieku, możemy przyjąć, że tradycja „mleczaków” rozpoczęła się w Hucie, zanim o samej jej budowie wróble nawet nie ćwierkały!

Pałace i dwory – pozostałość podkrakowskiego świata jeszcze sprzed budowy Nowej Huty. Obecnie znajdujące się w granicach administracyjnych nowohuckich dzielnic  resztki majątków rozrzuconych dookoła Krakowa. Dworek Matejki w Krzesławicach, pałace: Badenich w Wadowie, Wodzickich w Kościelnikach, Kirchmayerów w Pleszowie, dwór Mycielskich w Łuczanowicach czy zabudowania dworskie Branickich na os. Branice – wszystkie one są wspomnieniem życia dworskiego, folwarcznego i rozwoju podkrakowskich ziem na przestrzeni ich wielowiekowej, burzliwej, wielokulturowej historii. Niektóre z wymienionych budynków cieszą się względnie zachowaną kondycją, inne umierają na naszych oczach, najszczęśliwsze – odzyskują powoli świetność, aby zachować od zapomnienia dzieje rodów, które kształtowały przez wieki losy nie tylko ziem podkrakowskich, ale też Polski. Jeśli chcecie się dowiedzieć, gdzie zatrzymał się Stanisław August Poniatowski – koniecznie objedzcie Nową Hutę szlakiem jej dworów i pałaców!

Radio Wanda – pod względem wykorzystania imienia legendarnej księżniczki, stanowi nawiązanie do hasła „Szczep Wandy” z ubiegłego roku. Rozgłośnia radiowa, w założeniu lokalne radio nowohuckie, założona w latach 90. XX w. Mieściła się przy ul. Fatimskiej. Radio prowadzili uczniowie ostatnich klas liceów, studenci oraz rozmaici ludzie kultury i sztuki.

Rokada – a dokładnie droga rokadowa, dotąd zachowana przy Forcie Grębałów. Takie drogi prowadzące do fortów, obsadzano głównie kasztanowcami i akacjami oraz gatunkami drzew, które po zwaleniu w razie konieczności mogły służyć jako dodatkowa przeszkoda w razie nadejścia nieprzyjaciela. W fortach utrzymywano specjalne oddziały saperów, mające za zadanie ściąć owe drzewa w taki sposób, aby ich padające pnie zablokowały drogę. Miało to spowolnić ruchy przeciwnika, który chcąc dotrzeć na przedpole fortu, musiał uporać się z likwidacją tej naturalnej przeszkody.

Sąsiedzkość – nie samo wyrażenie jest tu typowo nowohuckie, lecz nowohuckie rozumienie tego słowa to prawdziwy rarytas! Najstarsi nowohucianie wspominają niesamowitą, wspólnotową atmosferę na osiedlach, na których przyszło im mieszkać. Z powodu podobnych warunków i problemów życia większości społeczności (trzyzmianowa praca dorosłych w kombinacie, dwuzmianowa nauka dzieci w szkołach), mieszkańcy pomagali sobie nawzajem. Popularnym zjawiskiem były dzieci wracające z kluczem na szyjach, które zamiast do swojego pustego lokum – jeśli rodzice akurat pracowali na popołudnia – szli do sąsiadów i spędzały tam razem czas, jedząc razem obiady i odrabiając lekcje, a potem pod wspólnym nadzorem sąsiedzkim oddając się zabawom na podwórkach czy terenach zielonych. Ciekawym zjawiskiem była asymilacja innych niż robotnicze elementów społecznych. Często na osiedlach (np. w Czyżynach) w blokach powstających na przełomie lat ’70. i ’80. obok pracowników Huty otrzymywali mieszkania również artyści czy naukowcy – pisarze, plastycy, aktorzy, pracownicy uczelni itd. I choć oni sami może nie do końca integrowali się z sąsiadami zachowując „śródmiejską” aurę, to już ich dzieci z pewnością tak, czego symbolem były wspólne zabawy na trzepakach czy wysiadywanie na ławkach pod klatkami schodowymi. Minusem „sąsiedzkości” było to, że wszyscy wszystko o wszystkich wiedzieli, co z pewnością ułatwiały wyjątkowo nośne akustycznie bloki z wielkiej płyty.

Do dziś sąsiedzkość jest ważnym elementem życia osiedli i podwórek – na jej kanwie prowadzone są projekty kulturalne wykorzystujące specyficzne, lokalne, międzypokoleniowe więzy oraz infrastrukturę podwórek, na których można animować życie osiedlowe organizując pikniki sąsiedzkie, zaś nawet podczas pandemii – wystawiać spektakle oraz tworzyć wydarzenia w których mieszkańcy mogą uczestniczyć nawet bez ruszania się z domów  – chociażby przez okna własnych mieszkań!

Stereotyp – jeszcze ciągle pokutujący gdzieniegdzie pogląd, że w Hucie panuje bieda, patologia, bezrobocie i brud. Zjawisko to jest związane z błędnym postrzeganiem tej części Krakowa przez osoby, które nie mają z nią do czynienia, często nawet jej nigdy nie odwiedziły, a jeśli już to na początku lat ‘90, ale przyczyniają się do utrwalenia krzywdzącego dla niej obrazu. Niezwykle dotkliwe i wywołujące złość w osobach utożsamiających się z Hutą, które odczuwają konieczność dyskutowania na ten temat, póki nie przekonają odbiorców, że ci się mylą. Często nowohucianie czują w takich momentach, że muszą bronić honoru Huty przed oponentami. A wystarczyłoby zaprosić ich do Huty, nieprawdaż? 🙂

Świadczenia i powiedzonka zakładowe – wyrażenia zgłoszone przez dawnych pracowników Kombinatu i związane z ich środowiskiem pracy:

  • Bezogonow – powiedzenie związane z menu stołówki na Kombinacie. Była to swojska wersja nazwy Boeuf Strogonow, stosowana w całej Hucie im. Lenina, nawiązująca do podejrzeń konsumentów dotyczących jakości i rodzaju mięsa stosowanego do wytworzenia potrawy.
  • Bon – rodzaj zastępczego pieniądza wydawany w zakładach pracy przed świętami. Odpowiadał on jakiejś określonej kwocie, za którą można było dokonać zakupów w wybranych sklepach, lub w kasynie kombinatu.
  • Eska – zwana też ,,wałęsówką”, to nazwa wolnego dnia przysługującego pracownikom zmianowym.
  • Karpiowe – pewna kwota pieniędzy wypłacana pracownikom z funduszu socjalnego, zwykle przed Bożym Narodzeniem.
  • Małpi Gaj – rejon zielony przy Bramie Głównej Kombinatu, rozciągający się w kierunku Zalewu. Nazwa ukuta na samym początku kapitalistycznego porządku w Polsce, związana również ze stopniowym upadkiem Huty jako miejsca pracy. Miejsce to było naznaczone wieloma punktami obwoźnymi, w których – z bagażników samochodów – sprzedawano robotnikom wychodzącym ze zmiany alkohol. Nazwa wzięła się stąd, że atrakcja ta sprawia, iż część robotników dostawała iście małpiego rozumu i wydawała na rozrywkę lwią część wypłaty… Nazwa ukuta i stosowana na początku lat ’90 XX wieku.
  • Robinson – określenie uczestnika projektu, który opowiada, że kiedy pracował w Hucie, w połowie lat 90., schodząc ze zmiany, zagadał się jeszcze ze zmiennikiem. „Staliśmy na schodkach przed stacją mieszania gazu. Kilka metrów dalej przechodził ubrany w robocze drelichy, starszawy mężczyzna. Zmiennik pokazał mi go, objaśniając iż jest to dawny pracownik Huty – ślusarz lub tokarz – wyrzucony z roboty. O ile kojarzę, zapił ponad miarę i coś zawalił. Wyrzucony także z hotelu pracowniczego, przeniósł się do wnętrza Huty. W jej zakamarkach – ponieważ terenu i budynków było sporo – miał swoje mieszkanie. Żył z pokątnej sprzedaży złomu, oraz drobnych sum i bloczków żywnościowych, otrzymywanych za pomoc przy różnych pracach, od brygad wykonujących te prace.” – wspomina pan Andrzej.
  • Śledziowe – pewna kwota pieniędzy wypłacana pracownikom z funduszu socjalnego przed Wielkanocą, mawiano że płacą „na śledzia”.
  • Wodopój – punkt wydawania przynależnych robotnikom napojów na wielu wydziałach Kombinatu. W zależności od specyfiki wydziału (np. praca w wysokich temperaturach) były to woda i kawa. Powiedzenie stosowane przez pracowników Huty w latach ’90 XX w.
  • Złamanie kuflowe – termin używany przez lekarzy chirurgów z dawnego szpitala w Kombinacie. Powstał najprawdopodobniej w latach 70. XX w. Oznaczał złamanie kości dłoni wykonane kuflem od piwa. W dawnych czasach za niewielką opłatą można było coś takiego zafundować sobie w lokalu piwnym o nazwie ,,Oaza”. Chętnych na ,,zabieg” podobno nie brakowało. Operacja była wprawdzie bolesna, ale na dosyć długi czas zapewniała zwolnienie lekarskie i wolne od pracy.

Zawody dawne – uliczne i nie tylko, charakterystyczne dla krajobrazu Huty w latach ‘50 – 80. XX wieku.

  • Bukinista – starszy pan sprzedający z wózka książki, który przez lata działał w bezpośrednim sąsiedztwie biblioteki dla dorosłych na osiedlu Zgody 7.
  • Drewnianych zabawek sprzedawca – sprzedawał piękne rękodzieło: motyle ruszające skrzydłami, które umieszczone były na dwukołowej podstawce, mini wózki zaprzęgnięte w dwa konie, drepcząca kaczuszka… Każda z zabawek  osadzona była na kółeczkach, aby można było ją ciągnąć chodnikiem podczas spaceru.
  • Mleczarka – wiejska kobieta sprzedająca mleko to kolejna, charakterystyczna postać obecna w pejzażu osiedli Nowej Huty. Sprzedawczynie nosiły na plecach bańki z mlekiem w specjalnie związanym ,,nosidle” z prześcieradła. Jedna z takich mleczarek została sportetowana przez artystę malarza związanego z Nową Hutą, Eugeniusza Muchę, który parę lat temu miał swoją wystawę w NCK. Ponoć jeszcze nie tak dawno tradycja bezpośredniej sprzedaży mleka była kultywowana i na Plac Pocztowy przyjeżdżała kobieta z bańkami na mleko, z których rozlewała je do butelek przynoszonych przez klientów. Więcej o handlu bezpośrednim znajdziesz w haśle „Handel, handelek”.
  • Muzykanci uliczni – często pochodzenia romskiego, wędrowali po osiedlach Nowej Huty grupkami po 6-8 muzykantów. Koncertowali pod oknami, zaś publiczność nagradzała ich rzucanymi z okna pieniążkami.
  • Skupujący butelki –  krążyli po osiedlach, skupując butelki po winie. Swoje przybycie oznajmiali gromkim okrzykiem: ,,Flyyyaszki!”, a ich warsztatem pracy był długi, drewniany dwukołowy wózek.
  • Szlifierze – z ręcznymi szlifierkami, napędzanymi pedałem (podobnie jak ówczesne maszyny do szycia), często pojawiali się pod oknami nowohuckich bloków. Swoje przybycie anonsowali gromkim: ,,Noże ostrzę! Nożyczki!”
  • Repasacja pończoch – czyli artystyczne cerowanie rajstop. W obecnych czasach dziurawe rajstopy najczęściej zastępujemy nową parą, lecz jeszcze w latach ’80 istniały punkty naprawy rajstop, w którym panie zajmowały się repasacją, czyli naprawą rajstop i pończoch, w których zrobiła się dziura lub poszło oczko.  Znajdowały się one w punktach oznaczonych jako „Praktyczna Pani”, często przy zakładzie krawieckim lub u szewca. Dziś nie ma już chyba ani jednej specjalistki z tej branży, lecz kiedyś taki punkt mieścił się na os. Handlowym.
  • Taper – czyli kawiarniany muzyk. W Mozaice, która tak jak Stylowa (obie nazwy w ubiegłorocznym leksykonie) miała pewne aspiracje do jednoczenia ,,lepszych klientów”, w niektóre wieczory grywał niewidomy pianista. Przyprowadzany przez żonę, koncertował na kawiarnianym pianinie.

II. Stamtąd – wyrażenia zgłoszone przez osoby niemieszkające w Nowej Hucie:

Handel, handelek – hasło poświęcone wielu wyrażeniom dotyczącym handlu w Nowej Hucie. Składają się na nie wyprawy handlowe, na które do Huty udawali się w latach ’80. i ’90. mieszkańcy innych dzielnic i podkrakowskich miejscowości. Podczas tych wypraw szczególnym zainteresowaniem cieszyły się place handlowe takie jak ten w Mogile, pod Arką, czy Tomex, który pod koniec XX wieku stał się handlową potęgą Huty – zapewne dzięki możliwości zakupu wspomnianych już w leksykonie strojów sportowych (ale nie tylko) w fasonach „pseudofirmowych”, po niezwykle korzystnej cenie. Cóż, że ilość pasków na spodniach znanej firmy nie zawsze się zgadała, zaś oryginalne buty farbowały i rozpadały przy pierwszym zmoczeniu. Tomex (oficjalna nazwa od 1990 r.) przeżywał swoją złotą epokę, a z nim wiele prywatnych inicjatyw i samorodnych talentów handlowych.  Innym miejscem, gdzie kipiało życie handlowe dzielnicy, była Brama Główna Kombinatu, gdzie odkąd Huta zaczęła pracować pełną parą, handlowało się sezonowo bądź nieprzerwanie prawie wszystkim. Od świeżego mięsa, pieczywa, poprzez wspomniany już alkohol, papierosy, prasę czy książki… A to wszystko w rytmie wychodzenia z Huty kolejnych zmian robotników. Ciekawym zjawiskiem  był popularny na początku lat ’90. bazarek kulturalny, na którym pojawiały się różne tytuły gazet (codziennych, periodyków, sportowych i zyskujących coraz większą popularną gazet tworzonych na zachodnich licencjach) oraz kasety magnetofonowe – głównie zyskujących wtedy dużą popularność popularnych artystów zachodnich czy amerykańskich. Jeśli chodzi o nabywanie dóbr kulturalnych, to wyprawy handlowe do Huty dotyczyły również fantastycznie wyposażonej księgarni Skarbnica przy pl. Centralnym oraz słynnego sklepu muzycznego znajdującego się tuż obok Parku Ratuszowego, z tyłu os. Centrum B.

Hutnik Kraków – założony już w 1950 r. wielosekcyjny klub sportowy, początkowo występujący pod nazwą „Stal”, a od 1956 r. – „Hutnik”. Jego siedziba, hale i infrastruktura zlokalizowane są na terenie, gdzie znajdowały się dawne stawy mogilskich Cystersów. Osobom spoza Huty kojarzący się głównie z drużyną oraz szkółką piłki nożnej i kibicami piłkarskimi, do których przylgnęła niezbyt pochlebna opinia. Nazywani przez niektórych gumiorami – bynajmniej niepieszczotliwie – nie słyną oni może z rycerskości i kindersztuby, lecz za swoją drużyną poszliby w ogień, niezależnie od jej aktualnej kondycji. Odnośnie tejże kondycji należy wymienić, że w 1990 r. drużyna piłkarska „Hutnika” awansowała do ekstraklasy. Dumą klubu jest również parokrotne mistrzostwo Polski zdobyte przez juniorów z Klubu.

Kultura… o Nowej Hucie – wiersze, utwory prozatorskie, kabarety, piosenki, filmy i fotografie… Nowa Huta jest niezwykle wdzięcznym źródłem natchnienia! Pisali o niej Jan Brzechwa i Wisława Szymborska, jej piękno chwaliły krzepkie gardła komunistycznych chórów… Współcześnie stanowi źródło również inspiracji dla artystów, szczególnie tych, którzy już w niej wyrośli, jak na przykład reżyserka teatralna Magda Miklasz, która wychowała się w Czyżynach, a swoją sztukę o życiu w Wielkiej Płycie prezentowała w Teatrze Łaźnia Nowa. Również Marcin Świetlicki sięga po „nowohuckie” klimaty. Np. w wierszu “Opluty (44)”, gdzie mowa o Krakowie i Nowej Hucie, pisze, że „z Sodomy do Gomory jedzie się tramwajem”, a elementy związane z Hutą wykorzystuje również w wydanej w 2008 r.  powieści kryminalnej “Jedenaście”. W 2012 r. Hanna Sokołowska wydaje książkę, której akcja rozgrywa się w socrealistycznej scenerii Hurty, pt. „Kosa czyli ballada kryminalna o Nowej Hucie” (ilustracje: Olga Olechowska), wg której powstanie później sztuka pod tym samym tytułem wystawiana na deskach Teatru Ludowego. W 2014 r. ukazuje się pierwsza polska powieść rozgrywająca się w uniwersum Metra 2033, pióra Pawła Majki. Opisuje losy bohaterów ocalonych po Pożodze (globalnej wojnie nuklearnej), żyjących w podziemiach Nowej Huty. Również o tajemniczych tunelach i przejściach, ale też skarbie, miłości oraz przyjaźni opowiada z kolei „Atlantyda pod Krakowem” napisana przez Annę Zając, architektkę i nowohuciankę.

Przykłady możemy mnożyć i być może w przyszłości wydamy leksykon mówiący tylko o kulturze nowohuckiej!

Hutę odwiedzić możemy również dzięki magii kina.  Na początku oczywiście wymienić należy znakomitego „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy (1976). W nowszej historii kinematografii nowohuckie klimaty odnajdziemy w produkcji „Dark Crimes” (2018) w reżyserii Alexandrosa Avranasa, gdzie zostało wykorzystanych wiele miejsc i elementów architektonicznych z Nowej Huty (np. nowohucki Zespół Szkół Mechanicznych nr 3 z os. Szkolnego). W filmie wystąpili Jim Carrey i Charlotte Gainsbourg oraz polskie gwiazdy: Agata Kulesza, Robert Więckiewicz, Piotr Głowacki i Zbigniew Zamachowski. Nowa Huta była również tłem dla wydarzeń w serialu “Miasto skarbów” (2017), w reż. Marcina Ziębińskiego i Piotra Jaworskiego oraz w filmie „Ach, śpij kochanie” (2017), w reż. Krzysztofa Langa. Dodatkową ciekawostką jest to, że charakteryzacją do dwóch ostatnich wymienionych projektów filmowych zajmowała się Klaudyna Góralska  – absolwentka XXX Liceum Ogólnokształcącego w Nowej Hucie.

Kultura w Nowej Hucie – Huta od zawsze mogła się pochwalić własnymi, prężnie działającymi instytucjami, jak też osobami, które kształtowały sztukę i kulturę nie tylko w dzielnicach najmłodszej części Krakowa, ale również wpływały na jej kształt ogólnonarodowy – i stąd są znane również poza Nową Hutą. W żadnej innej dzielnicy nie mamy współcześnie tylu instytucji oraz organizacji zajmujących się lokalnym dziedzictwem i edukacją kulturalną. Jako przykład unikalnych i sporych potrzeb nowohuckich dzielnic w tym zakresie można przytoczyć, że w samej tylko Hucie działają samorządowe: Nowohuckie Centrum Kultury i dwa duże ośrodki kultury z filiami – im. Norwida i Kraków-Nowa Huta. Do tego dochodzą doskonałe teatry, kino studyjne, galerie, wiele organizacji oraz osoby prywatne działające na rzecz rozwoju Nowej Huty. I choć Nowa Huta od początku miała swoich orędowników i zwolenników w sztuce, nigdy chyba wcześniej nie było w niej tylu fajnych i zróżnicowanych miejsc do których można pójść, spędzić razem czas, a przy okazji – poobcować z kulturą. Mnogość i urozmaicenie oferty kulturalnej – w tym wydarzeń rodzinnych, plenerowych i bezpłatnych – po prostu zadziwia!

Na samym początku, kiedy budowano Hutę od podstaw, pomyślano również o tym, aby napłynęli do niej artyści. Koniecznie należy tu mistrzów sztuk plastycznych, którzy otrzymali w Hucie pracownie i z nią się związali jak np. Marian Kruczek, tworzący i prowadzący Galerię Pod Chmurką na os. Centrum oraz Teatr Lalek „Widzimisię”(patrz też hasło „Mała architektura dekoracyjna” → „Zdobyta przestrzeń”). Ewenementem była również Grupa Nowohucka (wcześniej Grupa 5-ciu), w której skład wchodzili eksperymentujący z tworzywem i formą Julian Jończyk, Janusz Tarabuła, Danuta Urbanowicz (wcześniej Barbara Kwaśniewska), Witold Urbanowicz i Jerzy Wroński. Wszyscy oni byli jasno świecącymi gwiazdami na niebie odwilży oraz poszukiwania nowych form ekspresji w sztukach plastycznych. W późniejszych latach w Hucie swoje obrazy tworzyli m. in.  Jacek Sroka i Kazimierz Machowina. Wśród mistrzów pióra z kolei wyróżniali się Antoni Maria Kwiek (poeta), mieszkający do śmierci w Hucie prozaik Stanisław Stanuch, jak też współcześnie piszący Sławomir „Shuty” Mateja. Z kolei na scenie muzycznej pojawiły się niezwykłe osobowości związane ze Szkołą Muzyczną im. M. Karłowicza:  Rafał Jacek Delekta i Rafał Marchewczyk. Oboje oni kształcili młodych ludzi: prof. Delekta – orkiestrę, zaś maestro Marchewczyk – chór, wchodzących w skład szkolnych  zespołów noszących wspólną nazwę Krakowskiej Młodej Filharmonii, które w latach ’90. podróżowały po całym świecie i brały udział w tak wielkoformatowych przedsięwzięciach jak „Nieszpory Ludźmierskie”. Również działające w Hucie szkoły artystyczne i średnie mają wśród swoich absolwentów osoby znane, które na dodatek podkreślają swój związek z dzielnicą! Nie sposób nie wspomnieć, że nowohuccy artyści mają również swoje ławki w „Alei Gwiazd” Szpitala Żeromskiego – znajdziemy tu m. in. ławkę piosenkarza Sławomira.

Nie jesteśmy w stanie wymienić tu wszystkich ważnych osób – reżyserów, aktorów, fotografów,  poetów czy pieśniarzy – związanych z Hutą. Potrzebowalibyśmy na to osobnej obszernej publikacji!

Miasteczko olimpijskie – dotyczy poglądu odn. ogólnie Nowej Huty, a ściślej jej mieszkańców. Powiedzenie stosowane na pewno od lat. 80 – 90, również współcześnie – na pewno przez osoby  w wieku 50+, mieszkające poza Hutą i raczej rzadko ją odwiedzające, które mają o mieszkańcach i samej Hucie raczej jednostronne mniemanie. Opiera się ono na przekonaniu, że wszędzie w tej części miasta na ulicach spotyka się ludzi w strojach sportowych (czyt. dresach) i łatwo jest tu oberwać, przez co szybko trzeba biegać, skakać czy bronić się. Z jednej strony hasło to związane jest z dresami z Nowej Huty, a z całą pewnością ze stereotypami, z którymi walczą zarówno sami nowohucianie, jak i przed którymi broni się swoją współczesną postacią sama dzielnica. Wyrażenie powiązane z określeniem dresy z Nowej Huty, które oznacza pałających miłością do sportowych stylizacji mieszkańców nowohuckich dzielnic/

Ogródki działkowe w Łysokaniach – nawiązanie do hasła „Działki” z poprzedniej edycji, lecz w poniekąd poza-nowohuckim ujęciu. Otóż działki takie w miejscowości Łysokanie, obok Szarowa, od Huty im. Lenina otrzymali w dzierżawę jej pracownicy z okolicznych miejscowości. Było to w połowie lat ’80. Nawet po licznych zmianach zarządu i własności Huty, działki nadal pozostawały w latach jej dawnych pracowników, a życie na nich kwitło w charakterystyczny dla działek sympatyczny i nieco leniwy sposób. Aż kilka lat temu zostały sprywatyzowane, stając się własnością dawnych najemców  i powstało tam całe osiedle domków jednorodzinnych. Zaś o historii miejsca przypomina nazwa przystanku „Łysokanie – Działki”.

Siermięga – skojarzenie dotyczące głównie lat ’60. – ‘70, ale również lat ’90. XX. Słowo wymieniane na zmianę z szarością, czasem splecione z monumentalizmem. W przypadku pierwszego okresu, o którym mowa, osoby niemieszkające w Hucie i niepracujące tam na ogół jej nie odwiedzały, natomiast widywały relacje z Huty w „Kronice filmowej” oraz w „Dzienniku telewizyjnym”. Kojarzyła im się z ciężką pracą, małą jeszcze wtedy ilością zieleni, wizytami oficjeli obozu komunistycznego oraz z gigantycznym pomnikiem Lenina. Natomiast pod koniec XX wieku słowo to nabrało nowego znaczenia – pomieszało się z degrengoladą, którą indukowały masowe zwolnienia w Kombinacie, z pojawiającymi się subkulturami, z rosnącą przestępczością, brakiem miejsc do spotkań i słabą ofertą kulturalną – ogólnie z czarną dziurą, którą lepiej omijać szerokim łukiem. Niestety, w świadomości wielu osób Huta nadal pozostaje ofiarą tego – już przynajmniej o dwie dekady przedatowanego! – wizerunku.

Wielokulturowość – zjawisko mieszania się i przenikania różnych kultur (a także czasem subkultur J) doprowadziło do powstania w Hucie bardzo ciekawego i urozmaiconego krajobrazu społecznego. Historia zamieszkujących Hutę Romów czy Greków jest tak stara, jak sama dzielnica. Od lat ’90. Zamieszkało na terenie nowohuckich dzielnic sporo Azjatów – głównie Chińczyków i Wietnamczyków. Natomiast w ostatnich czasach swoim potencjałem ubogacają Hutę również napływający do niej mieszkańcy innych krajów – Włosi, Amerykanie, Anglicy, którzy osiedlają się głównie w „starej” Nowej Hucie oraz Białorusini czy Ukraińcy wybierający głównie nowsze osiedla. Dzięki temu wielokulturowość w Nowej Hucie dzieje się również tu i teraz!

  • Grecy – w latach 1949-51 Polska przyjęła uchodźców politycznych – 14 tys. osób z Grecji i Macedonii, podejrzanych o działalność lub sprzyjanie komunistycznej partyzantce. Początkowo osiedlili się w innych rejonach kraju, gdzie usiłowano ich obecność utrzymywać w tajemnicy, ale ze względu na liczebność grupy było to trudne. Część z Greków osiedliła się jeszcze w czasach budowy w Hucie i z nią związała swój los, licząc jednak po cichu, że za rok – dwa uda się powrócić do Hellady. Lecz możliwość taka nadarzyła się dopiero po 26 latach, przez które Grecy tworzyli społeczny ekosystem z innymi nowohucianami.

    Na os. Zielonym i Szkolnym funkcjonowały świetlice, w których prowadzono zebrania, imprezy, a także naukę języka polskiego, zaś na Szkolnym miał siedzibę Związek Uchodźców Politycznych Polsce im. Nikosa Belojanisa, gdzie Grecy regularnie spotykali się, prowadzili życie społeczne i polityczne, organizowali świąteczne imprezy i wymieniali się informacjami z ojczyzny, do której – z powodu statutu „bezpaństwowca” nie mogli wjechać….

    Po upadku junty, w latach ’70 większość Greków powróciła do ojczyzny, ale pozostali ci, którzy utworzyli już polsko-greckie rodziny. Większość z nich czuje się zarówno Grekami, jak i nowohucianami. Niektórzy z nich uważają, że Huta mogła stać się dla nich prawdziwą ojczyzną, ponieważ tak naprawdę pełna była osób, które skądś do niej przyjechały – mało kto mógł powiedzieć na początku, że jest stąd.  Potomkowie greckich uchodźców to m.in piosenkarka Eleni, lektorka Anna Apostolakis, czy pisarz Dionisios Sturis. To właśnie w książce tego ostatniego „Nowe życie. Jak Polacy pomogli uchodźcom z Grecji” przeczytacie więcej na temat tego ciekawego, a mało znanego momentu w polskiej i greckiej historii.
  • Romowie – związani z Nową Hutą od samego początku, osiedlali się w niej już od 1949, sami wznosząc częstokroć zajmowane potem budynki. Huta stanowiła dla nich szansę stałego zamieszkania i pracy za pieniądze, na co nie wszędzie mogli liczyć. W Nowej Hucie zamieszkiwali przede wszystkim na os. Willowym, Wandy i Teatralnym. Głównie byli to przedstawiciele grupy Bergitka Roma, prowadzący wcześniej osiadły tryb życia na Podhalu. Dodatkowym bodźcem kierującym ludność pochodzenia romskiego do stałego zamieszkania w Hucie była ogłoszona 24 maja 1952 r. uchwała Prezydium Rządu w sprawie pomocy ludności cygańskiej przy przechodzeniu na osiadły tryb życia.

    W Kombinacie Romowie pracowali w walcowni, w stalowni, aglomerowni, zakładach betoniarskich. Przeszkodą w porządnym wyuczeniu ich jakiegoś zawodu był ponoć krótki czas pracy w jednym miejscu. Przenosili się bowiem z jednego do drugiego zwykle po trzech miesiącach. Jednak wielu z nich zdobyła wykształcenie, mieszkanie i przyswoiła sobie nowy tryb życia poniekąd wtapiając się w społeczność.

    Do tej pory mieszkańcy wspominają wspaniałe potańcówki pod gołym niebem, do których przygrywały cygańskie kapele i na których – wraz z przypominającymi barwne ptaki w swych kolorowych sukniach Romkami  – tańczyło się cygańskie tańce. Romskie tradycje przetrwały w Hucie do dziś – działają w niej romskie organizacje i zespoły. Niewątpliwie najbardziej znaną mieszkanką Huty romskiego pochodzenia jest Viki Gabor, zwyciężczyni Eurowizji Junior w 2019 r., która twierdzi, że swój talent muzyczny zawdzięcza właśnie takim a nie innym korzeniom oraz temu, czego od najmłodszych lat uczyła ją Mama, tańcząca i śpiewająca w romskim zespole. Do dziś w Nowej Hucie co roku odbywają się Międzynarodowe Dni Kultury Romskiej, organizowane przez Miasto Kraków przy współudziale Towarzystwo Krzewienia Kultury i Tradycji Romskiej „Kałe Jakha” (z siedzibą na os. Centrum A w Nowej Hucie!) na które składają się wystawy, warsztaty i oczywiście koncerty.

Wóz czy przewóz? –  mieszkańcy podkrakowskich miejscowości kojarzą również Nową Hutę z tym, że jej pracownikom zapewniano przewóz do pracy i powrót z niej. Wewnętrzne linie kursowały na terenie Kombinatu wożąc pracowników od Bramy Głównej i do wszystkich bram. Dodatkowo, Huta zapewniała też komunikację dalekobieżną, dowożącą pracowników np. z Proszowic czy Niepoomic. Mieszkańcy Kłaja wspominają czerwone autobusy kursujące aż do Bochni, a także specjalnie tworzone kursy komunikacji zbiorowej, którymi pracownicy dostawali się na daną zmianę. Niektórzy te wszystkie pracownicze udogodnienia logistyczne nazywają podwozami. Warte przypomnienia w tym kontekście są też miejskie linie z dawniejszych lat – pośpieszne autobusy A i B łączące  śródmiejski Rynek z przystankiem pod Bramą Główną, ale też nadal obsługująca pasażerów (choć nieco zmodyfikowaną trasą i z pewnością przy wykorzystaniu nowocześniejszego taboru) linia 174 kursująca na trasie Kurdwanów – Kombinat. Ze względu na długość trasy (czasami czas podróży wynosił mocno ponad godzinę), oraz standard i wielkość autobusów (długie przegubowce), autobusy 174 zimą były notorycznie niedogrzane i normalnym zjawiskiem był mróz malujący swoje obrazy od wewnętrznej strony okien. Wyjątek stanowiły kursy, którymi z Huty wracali robotnicy – wtedy z powodu zagęszczenia ciżby temperatura wprawdzie osiągała poziom pozwalający na w miarę komfortową podróż, za to nie pozwalał na to ogromny tłok.

Żużel – niektórzy spoza Huty kojarzą Hutę właśnie z tym sportem! Historia nowohuckiego żużla jest bardzo burzliwa i sięga aż do roku 1956, kiedy powstał Auto Mobil Klub Nowa Huta.  Wiąże się ona  nieodłącznie z klubem Wanda Kraków – Drużyna Speedway Wanda Kraków przez lata była stałym uczestnikiem rozgrywek w Polsce (przy okazji mamy kolejną nazwę nawiązującą do imienia księżniczki Wandy – w ubiegłorocznym leksykonie patrz hasło „Szczep Wandy”). Stadion sportowy KS Wanda, jeden z najnowocześniejszych wówczas w Polsce,  został zbudowany w 1957 r. i znajduje się na ul. Odmogile. Ma 8.000 miejsc i imponujące wymiary.  Rekord frekwencji miał na nim miejsce 11 października 1960 r., kiedy to mecz Polska – Anglia (46:62) oglądało aż 25 000 widzów. Rekord toru (64,98 s z 26 kwietnia 2015 r.) należy do Andrieja Karpova. Z okazji 60-lecia powstania Nowej Huty został rozegrany na Stadionie turniej indywidualny. Brał w nim udział m.in.  Tomasz Gollob.

Życie parapetowe – powiązane z sąsiedzkością i „wszystkowiedzeniem” zjawisko, które zaimplementowało się w Hucie, a wynika zapewne jeszcze z tradycji wiejskiej. Chodzi o prowadzące okienne obserwacje (czasami również siedzące na ławeczkach przed blokami) głównie osoby starsze, często w towarzystwie ulubionych pupili, które nie tylko bacznie przyglądają się życiu podwórek, ale również na podstawie poczynionych spostrzeżeń budują niekiedy całe po części fabularne historie dotyczące sąsiadów, którymi następnie wymieniają się, co rusz uzupełniając kolejne wątki. Ma swoje dobre strony – pod okiem bacznych obserwatorów można poczuć się naprawdę bezpiecznie, lecz niestety w wielu wypadkach jest też obciążone ocenianiem, piętnowaniem i szerzeniem plotek.